Na Discordzie Mozos MKIT-STUDIO-PRO brzmi jak konkurencja, która zaczyna się od 700 zł, a kosztuje 269,99 zł. Od razu zastrzeżenie: Discord ma zaawansowane filtry, które wyrównują różnice między mikrofonami, dlatego sprawdzaliśmy go też w programach audio. Ciepłe, czyste brzmienie zostało tam z nim samym.
Wyglądem chce przypominać droższe mikrofony Shure z rodziny MV7. Walec zawieszony w widełkach z dwiema radełkowanymi gałkami, na górze pasek z przyciskami dotykowymi. To mikrofon dynamiczny o charakterystyce kardioidalnej, który łączy się przez USB-C albo XLR, a do odsłuchu w słuchawkach ma wyjście jack 3,5 mm. Przez USB działa bez sterowników, wystarczy go wpiąć. Producent podaje pasmo 50 Hz do 20 kHz, a w komplecie jest żelazny statyw regulowany od 230 do 325 mm.
Metal, który czuć w dłoni
Korpus jest metalowy, ciężki i dobrze spasowany. Po wyglądzie nie zgadłbyś, że kosztuje mniej niż 270 zł, raczej dałbyś mu sporo więcej. To pierwsze, co wyróżnia go z tej półki cenowej.
Statywu z pudełka nie używaliśmy. Mikrofon wisiał na ramieniu Mozos SB37, które mamy od lat, i 581 g nie sprawiło mu żadnego kłopotu. Statyw z zestawu jest żelazny, waży 1,14 kg i reguluje się od 230 do 325 mm. Kto zamierza z niego korzystać, niech sprawdzi na swoim biurku, czy przy najniższym ustawieniu mikrofon nie zasłoni mu monitora. W naszej opinii ramię mikrofonowe powinno być nieodzownym elementem zestawu i użytkownikom stricte komputerowym polecamy zaopatrzyć się w takie ramię: daje dodatkowy komfort, a Mozos ma w ofercie stosunkowo tanie ramiona.
Jak brzmi
Ciepło i czysto, tak da się to opisać najkrócej. Mówiliśmy z odległości 25-30 cm, a wzmocnienie ustawialiśmy tak, żeby było nas dobrze słychać i żeby mikrofon nie łapał szumów z pokoju. Dynamik z kardioidą lubi być blisko ust i dobrze wycina to, co dzieje się z boku i z tyłu, dlatego przy tej odległości hałas tła nie sprawia kłopotu.
Osobnego popfiltra nie używaliśmy i nie brakowało go. Mikrofon dobrze radzi sobie z głoskami wybuchowymi, czyli „p" i „b", które przy zbyt mocnym podmuchu potrafią uderzyć w kapsułę jak głuche stuknięcie. Przy naszych 25-30 cm nic takiego nie było słychać.
Na co dzień rozmawiamy na komunikatorach i tam robi największe wrażenie. Na Discordzie Mozos brzmi jak konkurencja od 700 zł, ale trzeba pamiętać, że Discord pomaga: ma zaawansowane filtry, które czyszczą sygnał i zacierają część różnic między mikrofonami. Dlatego drugi sprawdzian robiliśmy w programach audio, bez pośredników, i tam mikrofon też trzyma ciepły, czysty charakter.
Jeśli nagrywasz dziś głos przez mikrofon ze słuchawek, jak ten z naszej recenzji JLab Daybreak Wireless, to naturalny następny krok.
Dlaczego dynamik, a nie pojemnościowy
Wiele tanich mikrofonów USB do streamów to pojemnościaki. Łapią więcej szczegółów, ale łapią też wszystko wokół: klawiaturę, wentylator w komputerze, echo od gołej ściany. W pokoju, którego nie wygłuszałeś, to prosta droga do nagrań, w których słychać pokój bardziej niż głos.
Mikrofon dynamiczny działa odwrotnie. Jest mniej czuły, więc nie zbiera dalekich dźwięków, a kardioida wycina to, co dzieje się z boku i z tyłu. Ceną jest konieczność mówienia blisko, ale 25-30 cm to odległość, w której i tak siedzi się przy komputerze. Dlatego dynamik dobrze pasuje do zwykłego pokoju z biurkiem i klawiaturą.
Odległość i efekt zbliżeniowy
Każdy mikrofon z kardioidą ma efekt zbliżeniowy: im bliżej ust, tym więcej basu. Z kilku centymetrów głos robi się gruby i radiowy, z kilkunastu bardziej neutralny. My mówimy z 25-30 cm i przy tej odległości brzmienie opisujemy jako ciepłe i czyste.
Chcesz sprawdzić to na własnym głosie? Nagraj to samo zdanie z trzech odległości i porównaj. Zmiana o kilka centymetrów zmienia charakter dźwięku bardziej niż jakikolwiek suwak w programie. Najczęstszy błąd początkujących to mówienie za daleko: trzeba wtedy podkręcać wzmocnienie i razem z głosem rosną szumy.
USB czy XLR: co robi interfejs
Sprawdziliśmy oba połączenia: USB prosto w Windowsie i XLR w interfejsie Focusrite Scarlett Solo 4. generacji. Po XLR mikrofon brzmi wyraźnie lepiej, ale tak jest w każdym mikrofonie, który ma i USB, i XLR. Przy USB dźwięk przetwarza elektronika w samym mikrofonie: przetwornik i prosty przedwzmacniacz. Przy XLR mikrofon oddaje analogowy sygnał, a pracę wykonują przedwzmacniacz i przetwornik interfejsu.
Różnicę najłatwiej usłyszeć na nagraniu. Poniżej dwa fragmenty z kanału Grzegorza Rycko na YouTube, nagrane tym samym mikrofonem: najpierw USB, potem XLR. Kanał nie jest w żaden sposób powiązany ze SPAWNSY.
Mikrofony dynamiczne mają niski poziom wyjściowy i lubią mocne przedwzmacniacze. Scarlett Solo 4. generacji ma według specyfikacji Focusrite zakres wzmocnienia mikrofonowego 57 dB, a dynamik nie potrzebuje zasilania phantom 48 V.
Jeśli masz interfejs, podłącz XLR i tyle. Jeśli nie, na USB da się spokojnie zacząć, a mikrofonu nie trzeba będzie zmieniać, kiedy interfejs w końcu kupisz. To największa praktyczna zaleta mikrofonu z USB i XLR: kupujesz raz.
Ułożenie mikrofonu
Kapsuła jest z przodu, pod gąbką, więc mówisz w czoło mikrofonu, a nie w bok. Gałki w widełkach służą do ustawienia kąta. Poprowadź kabel tak, żeby nie ciągnął mikrofonu i nie leżał na klawiaturze, bo szarpnięcie za kabel przesuwa ramię.
Panel dotykowy
Na górze korpusu jest pasek z pięcioma podświetlonymi przyciskami dotykowymi: głośność słuchawek, wyciszenie i wzmocnienie. Działa dobrze i ładnie się prezentuje, to fajny dodatek do wyglądu. Sięgamy po niego rzadko, bo poziomy ustawiliśmy raz na początku, a wyciszenia praktycznie nie używamy, ale niczego mu nie brakuje.
Nie jest to coś niesamowitego i nie po to kupuje się ten mikrofon. Jest po prostu miłym uzupełnieniem, które pasuje do reszty konstrukcji.
Fifine AM8 obok
Fifine AM8 mamy prywatnie, czarny kosztował nas około 300 zł. To rywal z tej samej półki: mikrofon dynamiczny z USB-C, XLR i wyjściem na słuchawki. Różnica leży w materiale. AM8 jest plastikowy, Mozos metalowy, i widać to od pierwszego kontaktu.
Do Fifine wracamy tylko dla pokręteł wzmocnienia i głośności słuchawek, które lubimy bardziej niż dotykowy panel Mozosa. Wzmocnienie i tak ustawiamy na interfejsie, więc dla nas nie ma to znaczenia. Cała reszta należy do Mozosa: metal, statyw, który da się dopasować do biurka, i cena niższa o około 30 zł od tej, którą zapłaciliśmy za AM8.
Za 269,99 zł dostajesz mikrofon, który wygląda i waży jak sprzęt z wyższej półki, łączy się na dwa sposoby (USB na początek, XLR na później) i brzmi ciepło i czysto. Na Discordzie potrafi zabrzmieć jak mikrofon za 700 zł, a w programach audio, gdzie nic go nie wygładza, dalej trzyma poziom. Dobrze radzi sobie z głoskami wybuchowymi nawet bez popfiltra. Nic lepszego w tej cenie nie mieliśmy na biurku.
Ocena 8,5 na 10. Za tę cenę to bardzo dobry mikrofon, a jedyna wyraźna różnica, jaką słychać w naszym użyciu, to ta między USB a XLR: przez XLR brzmi lepiej.
Kupuj, jeśli szukasz dobrego mikrofonu do rozmów, streamów i nagrań za około 270 zł. Odpuść, jeśli wolisz mieć pod ręką fizyczne pokrętła zamiast panelu dotykowego.





Komentarze
Dyskusja
Dołącz do rozmowy pod publikacją.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się, aby komentować i odpowiadać innym użytkownikom.
Zaloguj sięBrak komentarzy
Rozpocznij dyskusję jako pierwszy.