Marvel's Wolverine wychodzi 15 września na PS5, robi je studio Insomniac po Spider-Manie 2 i Ratchet & Clank, a mimo to gra wchodzi na rynek z falą hejtu, jakiej Insomniac wcześniej nie widziało. Kiedy w czwartek zdjęto embargo na materiały z przedpremierowych pokazów, w sieci wybuchły równolegle dwie zupełnie różne narracje: viralowe klipy wyśmiewające walkę zebrały ponad 180 tysięcy polubień, a dziennikarze, którzy faktycznie usiedli z padem, chwalili grę za dokładnie to samo, co internet właśnie ośmieszał.
Trzy klipy, sto osiemdziesiąt tysięcy polubień
Najgłośniejszy klip zestawia walkę z bossem, ogromnym Sentinelem, z sekwencją z Ben 10: Protector of Earth, gry na PS2 z 2007 roku. Hiszpańska wersja tego posta zebrała 50 tysięcy polubień, angielska, podpisana "God tier slander", kolejne 70 tysięcy. Drugi klip pokazuje piętnaście sekund, w których Logan po prostu biegnie do przodu, podczas gdy ktoś trzyma gałkę analogową DualSense w jednej pozycji, sugerując brak realnego udziału gracza. Trzeci nakłada na nagranie wejścia z kontrolera, żeby pokazać, że cała walka sprowadza się do wciskania R2 w kółko. Sama walka z Sentinelem w tych klipach wygląda znajomo: wielki mech uderza w ziemię, gracz unika, potem trafia, dokładnie ten schemat, którego internet nie wybaczył grze z budżetem AAA w 2026 roku.
Poprzeczka zawieszona przez samo studio
Spider-Man 2 z 2023 roku sprzedał się w 2,5 miliona egzemplarzy w pierwsze 24 godziny, a w jedenaście dni przekroczył 5 milionów. Metacritic dał mu 91 punktów, drugi najlepszy wynik wśród ekskluzywnych tytułów PS5 zaraz za God of War Ragnarök. To pierwsza od blisko dwudziestu lat gra Insomniac z oceną powyżej 90, więc Wolverine startuje z poprzeczką, którą samo studio zawiesiło wyjątkowo wysoko, nie z założeniami budowanymi od zera.
Co właściwie sprzedaje ta gra
Fabuła stawia Logana naprzeciw Reaverom, cybernetycznie wzmocnionej grupie najemników porywającej mutantów na zlecenie miliardera-przemysłowca Bolivara Traska, znanego z komiksów jako twórca Sentineli. Jean Grey może dołączyć do walki jako partnerka, wykorzystując moce telekinetyczne do otwierania okazji na potężne ciosy krytyczne, więc kampania stawia obok siebie dwoje bohaterów uzupełniających się w starciu, a nie samotnego Logana przeciw wszystkim. Oznaczenie M nie jest tu formalnością: recenzenci z dostępu przedpremierowego opisują sceny na granicy horroru, wykończenia szybkie i brutalne, bez wątpliwości, skąd wzięła się ta kategoria wiekowa.
Hejt, który uciekł od gameplayu w stronę castingu
Fala krytyki nie zatrzymała się na walce. Część graczy skupiła się na wyglądzie odtwarzanych postaci, w tym na przeprojektowanej Callisto, twierdząc, że odbiega zbyt daleko od komiksowego pierwowzoru. Inny wątek dotyczy tego, kto właściwie napisał scenariusz: Brittney Morris, autorka młodzieżowych bestsellerów, zajmująca w Insomniac stanowisko starszej scenarzystki zarówno przy Spider-Manie 2, jak i przy Wolverine, stała się celem części komentarzy kwestionujących jej rolę przy projekcie. Do tego doszła krytyka podobieństwa modelu twarzy Logana do aktora Liama McIntyre'a, który dał mu twarz i ruch. Dyskusja o mechanice gry przerodziła się w szerszy front, dotykający castingu i scenariusza, dokładnie tak, jak wcześniej działo się to przy innych, głośnych premierach w branży, gdzie kwestie autorstwa scenariusza budziły spory. Saber Interactive mierzyło się latem z podobnym sporem, kiedy była scenarzystka oskarżyła studio o zastąpienie jej pracy przez ChatGPT.
To samo nagranie, dwie zupełnie różne opinie
Najciekawszy element tej historii to czas. Fala mockery nasiliła się dokładnie wtedy, kiedy zdjęto embargo na pierwsze relacje z pokazów, czyli w momencie, gdy dziennikarze mieli już w rękach padło i realny czas z grą. IGN chwalił system walki i budowanie napięcia w warstwie fabularnej, doceniając, jak Insomniac przełożyło szybkość i brutalność Logana na mechanikę: Rage i Last Stand zamieniają jego wybuchowość i zdolność regeneracji w realne systemy rozgrywki, nie tylko w animacje. Recenzenci z dostępem do wersji przedpremierowej podkreślali też mocno mroczny, dojrzały ton fabuły, zgodny z oznaczeniem M, budowany wokół gniewu i poczucia winy Logana w świecie wrogim mutantom.
Innymi słowy: viralowe klipy pokazują wycinki najbardziej skryptowanych, filmowych sekwencji, gdzie gracz rzeczywiście robi mniej, a hands-on od ludzi, którzy grali dłużej niż piętnaście sekund, opisują zupełnie inny obraz gry jako całości. Obie relacje mogą być prawdziwe jednocześnie: fragment z Sentinelem może faktycznie być słabszym, bardziej filmowym momentem, a reszta gry, według tych, którzy ją testowali, faktycznie trzymać wysoki poziom.
Deweloper odpowiada, gracze się nie przekonują
James Stevenson, dyrektor Insomniac ds. społeczności i marketingu, nazwał falę krytyki "nieustającym atakiem" i przyznał, że algorytmy społecznościowe wzmacniają najgłośniejsze, najbardziej negatywne głosy kosztem realnego obrazu opinii graczy. Dodał, że nie uważa tego za dobre dla zdrowia psychicznego twórców ani za reprezentatywne dla szerszego odbioru gry. W innej wypowiedzi nazwał samą skalę zainteresowania "dobrym problemem do posiadania", licząc, że kontrowersja przełoży się ostatecznie na sprzedaż, a nie ją zabije.
Sto osiemdziesiąt tysięcy polubień pod klipami z Sentinelem to realny sygnał, ale sygnał czego innego, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. To dowód na to, jak działa dzisiejszy algorytm, nie na to, że gra jest zła: piętnastosekundowy wycinek najgorszego możliwego momentu rozchodzi się szybciej i dalej niż dwugodzinny hands-on opisujący pełny obraz. Insomniac ma za sobą Spider-Mana 2, jedną z najlepiej ocenianych gier akcji ostatnich lat, więc poprzeczka oczekiwań stoi wyżej niż przy debiucie mniej znanego studia, i właśnie dlatego pojedynczy słaby fragment tak łatwo zdominował rozmowę. Podobny wzorzec, głośna krytyka obok równie głośnej pochwały od ludzi, którzy faktycznie mieli grę w rękach, widzieliśmy trzy dni wcześniej przy premierze Onimushy, gdzie krytycy chwalili walkę tak samo mocno, jak krytykowali sztucznie wydłużoną kampanię. Różnica jest taka, że tam obie oceny wyszły od tych samych recenzentów po ukończeniu gry, a przy Wolverine jedna strona sporu opiera ocenę na piętnastosekundowym urywku.
Krytyka castingu i autorstwa scenariusza to osobna sprawa i zasługuje na osobne traktowanie, bo dotyczy realnych ludzi i realnej pracy, nie samej jakości rozgrywki. Mieszanie jej z żartami o Sentinelu w jednym worku "internet nienawidzi Wolverine'a" spłaszcza dwa różne problemy do jednego, głośnego szumu, w którym trudno odróżnić uzasadnioną krytykę od czystej rozrywki kosztem studia.
15 września przyniesie odpowiedź, której żaden klip nie jest w stanie dać: pełne recenzje od ludzi, którzy ukończą kampanię, nie tylko odegrają jeden pokazowy fragment na evencie prasowym. Do tego czasu ocena tej gry na podstawie piętnastu sekund materiału to dokładnie tyle, na ile wygląda, osąd wydany przed premierą przez ludzi, którzy jeszcze w nią nie zagrali.





Komentarze
Dyskusja
Dołącz do rozmowy pod publikacją.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się, aby komentować i odpowiadać innym użytkownikom.
Zaloguj sięBrak komentarzy
Rozpocznij dyskusję jako pierwszy.