SPAWNSY

Take-Two idzie do sądu federalnego po dane leakera GTA 6. Cyberleek odpowiada kolejnymi wyciekami

Take-Two złożyło subpoeny wobec Microsoftu i Discorda, żądając danych mogących zdemaskować leakera Cyberleek. Ten w odpowiedzi publikuje kolejne materiały i sprzedaje miejsce reklamowe za 165 tysięcy dolarów wejścia. Rockstar nie zmienia planu premiery.

AutorKamaRedakcja SPAWNSY
Publikacja24 sierpnia 2026
Czytanie4 min
SekcjaGaming
Wyświetlenia2747
Udostępnij
Take-Two idzie do sądu federalnego po dane leakera GTA 6. Cyberleek odpowiada kolejnymi wyciekami

Take-Two przeniosło walkę z wyciekami GTA 6 do sądu federalnego. 20 sierpnia firma złożyła w Sądzie Okręgowym Południowego Dystryktu Nowego Jorku wnioski o subpoeny wobec Microsoftu i Discorda, żądając danych mogących zdemaskować osobę stojącą za kontem "Cyberleek" - głównym źródłem fali wycieków, która trwa od tygodni. Obie platformy mają czas do 4 września na przekazanie żądanych informacji. Leaker odpowiedział jak leaker: kolejnymi materiałami, opublikowanymi tego samego dnia, gdy wniosek trafił do mediów.

Czego dokładnie żąda Take-Two

Zakres subpoeny jest znacznie szerszy niż zwykłe "podajcie adres IP". Od Microsoftu firma domaga się identyfikatorów konta, adresów IP użytych przy rejestracji i logowaniu, numerów telefonów, identyfikatorów urządzeń (MachineGuid, MSA) oraz zawartości OneDrive odnoszącej się do GTA, Rockstar albo samego Cyberleeka. Od Discorda - danych identyfikacyjnych wszystkich użytkowników serwerów o nazwach CYBERLEEK, CINEMATICROCKSTAR, Surfer24k, cyberleek_west, surwest i Ødyssey.gg, a także zapisów telemetrii powiązanych z artefaktami wyciekłych plików. Podstawą prawną jest DMCA - mechanizm, który pozwala właścicielowi praw autorskich żądać danych identyfikacyjnych od platform bez wcześniejszego składania pełnego pozwu.

To poziom szczegółowości, jaki zwykle widuje się w sprawach o kradzież tajemnic handlowych, nie w typowym ściganiu leakera gier wideo - sygnał, że Take-Two traktuje tę sprawę priorytetowo, a nie jako rutynowe działanie PR-owe.

Wybór akurat tej ścieżki prawnej ma konkretne uzasadnienie. Subpoena wystawiona w oparciu o DMCA nie wymaga od Take-Two udowodnienia całej sprawy ani nawet formalnego wskazania pozwanego - wystarczy wykazać, że doszło do naruszenia praw autorskich, a platforma dysponuje danymi mogącymi zidentyfikować sprawcę. To dużo szybsza droga niż klasyczny pozew, choć kończy się wyłącznie na etapie ustalenia tożsamości, nie na odszkodowaniu. Jeśli Microsoft i Discord rzeczywiście przekażą żądane dane do 4 września, Take-Two będzie miało realną szansę wskazać konkretną osobę stojącą za kontem - a to otworzy drogę do kolejnego, już klasycznego postępowania.

Leaker, który sprzedaje reklamy zamiast żądać okupu

Najbardziej nietypowym elementem całej sprawy jest to, jak Cyberleek zarabia na wyciekach. Grupa nie żąda pieniędzy za zatrzymanie publikacji - zamiast tego otworzyła na swojej stronie sekcję reklamową, oferując znakowanie wodne materiałów albo spersonalizowane nagrania gameplayowe zbudowane wokół konkretnej marki, w tym treści o charakterze erotycznym. Kontakt otwiera wpłata w Monero, dalsze negocjacje toczą się przez komunikator Session. Sama opłata za rozpoczęcie rozmowy to 400 XMR, czyli około 165 tysięcy dolarów - i ta kwota nie kupuje żadnego konkretnego miejsca reklamowego, tylko prawo do dalszych negocjacji.

Do tego dochodzi płatna ankieta, w której obserwujący mogą głosować, jaki materiał ma zostać opublikowany jako kolejny. Model biznesowy Cyberleeka wygląda dziś bardziej jak nieformalny kanał medialny z płatnym dostępem niż klasyczny szantaż - co samo w sobie utrudnia Take-Two argumentację prawną, bo trudniej wskazać jednoznaczną szkodę wymuszenia tam, gdzie nikt nie żąda okupu za milczenie.

Wycieki trwają mimo presji prawnej

Ujawnienie treści subpoeny nie spowolniło publikacji - wręcz przeciwnie. Kolejne klipy pokazały gameplay z udziałem Lucii, Jasona lecącego samolotem nocą oraz nowe ujęcia z klubu ze striptizem w dotąd nieznanej lokacji na mapie. Strona Cyberleeka na krótko zniknęła w czwartek po ujawnieniu wniosków sądowych, ale w piątek wrócił kolejny materiał z drobnym akcentem: znakiem wodnym "Cyberleek can't drive", odpowiedzią na falę kpin z jazdy samochodem widocznej w poprzednich nagraniach.

Dla Take-Two to trudna sytuacja wizerunkowa niezależnie od wyniku sprawy sądowej: im głośniejsza legalna reakcja, tym większa uwaga medialna wokół kolejnych wycieków, które i tak trafiłyby do sieci.

Take-Two ma za sobą precedens, który pokazuje, jak poważnie potrafi to się skończyć dla sprawcy. We wrześniu 2022 roku nastoletni haker Arion Kurtaj włamał się na wewnętrzne kanały Slacka Rockstara i wykradł ponad 90 klipów z wczesnej wersji GTA 6 - do dziś największy wyciek w historii serii. Sąd uznał go za osobę stwarzającą wysokie ryzyko ponownego popełnienia przestępstwa i skazał na bezterminowy pobyt w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym, nie na zwykłą karę więzienia. To pokazuje, że system prawny potrafi potraktować sprawy wokół wycieków Rockstara bardzo poważnie, gdy uda się ustalić tożsamość sprawcy - a to właśnie ta identyfikacja jest dziś jedynym celem subpoeny wobec Microsoftu i Discorda, nie samo postępowanie karne.

Rockstar nie zmienia planu

Mimo całej afery Rockstar trzyma się ustalonego kalendarza. "An Extended Look" - pierwszy oficjalny materiał promocyjny - ma zadebiutować na Netflixie 27 sierpnia o 15:00 czasu wschodniego, sześć godzin przed publikacją na YouTube i stronie gry, a premiera samej gry wciąż stoi na 19 listopada. Studio najwyraźniej uznało, że zmiana harmonogramu pod presją leaków przyniosłaby więcej szkody niż utrzymanie kursu - decyzja spójna z tym, jak Rockstar reagował na poprzednie wycieki w historii serii.

To, co dzieje się wokół GTA 6, przestało być zwykłą historią o wyciekach. Take-Two poszło do sądu federalnego z żądaniami danych na poziomie, jaki normalnie kojarzy się z poważnymi sprawami korporacyjnymi, a odpowiedzią jest leaker sprzedający miejsce reklamowe za sześciocyfrową kwotę wejściową i puszczający oczko w stronę krytyków przez znak wodny na własnym materiale. Żadna ze stron nie odpuszcza, a obie grają coraz odważniej.

Najciekawszym elementem tej sprawy jest to, że obie strony konfliktu zdają się grać do zupełnie innej publiczności. Take-Two mówi do sądu i do przyszłych naśladowców, którym chce pokazać koszt takiego zachowania. Cyberleek mówi do swojej publiczności w internecie, dla której legalne kłopoty to część spektaklu, nie powód do zaprzestania. Rockstar, patrząc na to z boku, robi jedyną rzecz, która ma sens dla firmy z ugruntowaną marką: nic nie zmienia i czeka, aż premiera zamknie temat sama.

Komentarze

Dyskusja

Dołącz do rozmowy pod publikacją.

0 wpisy

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się, aby komentować i odpowiadać innym użytkownikom.

Zaloguj się

Brak komentarzy

Rozpocznij dyskusję jako pierwszy.

Czytaj dalej

Wszystkie wpisy