System, którego jedynym zadaniem jest zapisywać, kiedy jakaś aplikacja poprosiła o dostęp do kamery, mikrofonu albo lokalizacji, doprowadził w Windowsie 11 do sytuacji, w której ten sam mechanizm potrafi pochłonąć nawet 500 gigabajtów miejsca na dysku. Microsoft potwierdził problem oficjalnie dopiero na początku lipca, mimo że błąd wprowadziła aktualizacja sprzed kilku miesięcy. Dla użytkowników, którzy w tym czasie ręcznie kasowali pliki albo dokupywali dysk, bo system „bez powodu” robił się coraz ciaśniejszy, to potwierdzenie przyszło mocno spóźnione.
Winowajcą jest plik CapabilityAccessManager.db-wal, część usługi camsvc odpowiedzialnej za logowanie, kiedy aplikacje sięgają po zasoby wrażliwe z punktu widzenia prywatności. Zamiast działać jak zwykły, kompaktowany dziennik, plik zaczął rosnąć bez ograniczeń po aktualizacji z lutego albo marca 2026 roku. Efekt: setki gigabajtów zajęte przez log, o którego istnieniu większość użytkowników nigdy wcześniej nie słyszała.
Plik, który miał pilnować prywatności użytkownika, sam okazał się największym zagrożeniem dla wolnego miejsca na jego dysku.
Skąd się wziął plik, który zjada pół terabajta
Capability Access Manager to usługa systemowa odpowiedzialna za coś, co brzmi niegroźnie: pilnowanie, która aplikacja i kiedy poprosiła o dostęp do kamery, mikrofonu, lokalizacji czy innych zasobów objętych ustawieniami prywatności. W normalnych warunkach dziennik takich zdarzeń jest mały, bo baza danych regularnie się kompaktuje, usuwając stare wpisy. Błąd wprowadzony aktualizacją z przełomu lutego i marca 2026 roku zepsuł właśnie ten mechanizm kompaktowania. Plik dziennika transakcyjnego zaczął rosnąć bez końca, zamiast okresowo się czyścić.
Skala problemu zależy od tego, jak intensywnie na danym komputerze pracują aplikacje odpytujące uprawnienia prywatności. Część użytkowników zgłaszała po prostu kilkanaście lub kilkadziesiąt gigabajtów, ale najbardziej dotknięte maszyny, zwłaszcza używane od dłuższego czasu bez restartu albo z dużą liczbą aplikacji korzystających z kamery i mikrofonu, zbliżały się do granicy pół terabajta. To rozmiar, który na wielu laptopach z dyskami 512 GB albo 256 GB oznacza realny problem z działaniem systemu, nie tylko z estetyką panelu pamięci w ustawieniach.
Jak sprawdzić, czy problem dotyczy twojego komputera
Weryfikacja nie wymaga żadnych dodatkowych narzędzi. W Eksploratorze plików wystarczy wkleić w pasek adresu ścieżkę C:\ProgramData\Microsoft\Windows\CapabilityAccessManager\ i sprawdzić rozmiar pliku CapabilityAccessManager.db-wal. Jeśli waży kilka megabajtów, wszystko działa poprawnie. Jeśli rozmiar liczony jest w gigabajtach, a tym bardziej w dziesiątkach gigabajtów, komputer jest dotknięty błędem i warto działać zanim plik urośnie jeszcze bardziej.
To jeden z tych przypadków, w których błąd systemowy chowa się w miejscu, którego zwykły użytkownik nigdy sam by nie odwiedził. Folder ProgramData jest domyślnie ukryty w wielu konfiguracjach Eksploratora, a nazwa pliku niczego konkretnego nie sugeruje. Bez wcześniejszej wiedzy o problemie jedynym sygnałem bywa alarm o kończącym się miejscu na dysku systemowym, który trudno powiązać z jakąkolwiek konkretną aplikacją czy pobraniem.
Oficjalna poprawka i ręczny fix, jeśli miejsce kończy się już teraz
Microsoft wydał 23 czerwca 2026 roku opcjonalną aktualizację podglądową KB5095093 dla Windowsa 11 w wersjach 24H2 i 25H2. Poprawka robi dwie rzeczy: naprawia logikę zapisu dziennika transakcyjnego, żeby plik przestał rosnąć bez ograniczeń, oraz uruchamia jednorazowe czyszczenie, które automatycznie usuwa już rozdęty log, jeśli taki istnieje na danym komputerze. Dla większości użytkowników to najprostsza i najbezpieczniejsza droga, a zgodnie z zapowiedziami poprawka ma trafić do obowiązkowej aktualizacji zabezpieczeń w ramach Patch Tuesday 14 lipca 2026 roku, czyli już w tym tygodniu.
Dla osób, którym miejsce na dysku kończy się natychmiast i nie mogą czekać na aktualizację, istnieje też ręczna metoda usunięcia rozdętego pliku. Wymaga jednak dokładności, bo usługa camsvc jest aktywnie używana przez system.
Kolejny słaby moment jakości aktualizacji Windowsa 11
Ten błąd nie pojawia się w próżni. W tym samym okresie Microsoft musiał też przyznać się do problemów z aktualizacją KB5094126, która na części biznesowych laptopów HP prowadziła do rozruchu w tryb odzyskiwania, ekranów BitLockera albo błędów Secure Boot. Kilka tygodni wcześniej firma Dell zmagała się z falą awarii sterowników po aktualizacji SupportAssist, która dotknęła między innymi użytkowników XPS 15 9530. Żaden z tych przypadków nie jest bezpośrednio powiązany z błędem CapabilityAccessManager, ale razem układają się we wzór: kontrola jakości aktualizacji Windowsa 11 w pierwszej połowie 2026 roku wyraźnie szwankuje, a użytkownicy coraz częściej dowiadują się o poważnych błędach dopiero wtedy, gdy sami trafią na ich skutki.
To właśnie ten wzorzec, a nie sam pojedynczy błąd z jednym plikiem dziennika, powinien najbardziej niepokoić. Jeśli aktualizacje systemowe regularnie psują coś, co wcześniej działało poprawnie, a oficjalne potwierdzenie problemu przychodzi dopiero po miesiącach zgłoszeń na forach, zaufanie do samego procesu aktualizacji zaczyna się kruszyć szybciej, niż Microsoft zdąży wydać kolejną łatkę.
Systemy od prywatności psują zaufanie do prywatności
Jest w tej sprawie gorzka ironia, którą trudno pominąć. CapabilityAccessManager istnieje po to, żeby dawać użytkownikowi kontrolę nad tym, kto sięga po jego kamerę, mikrofon i lokalizację. Zamiast wzmacniać poczucie kontroli, mechanizm zaprojektowany z myślą o prywatności okazał się źródłem awarii, o której przez miesiące nikt oficjalnie nie informował. To wpisuje się w szerszy, coraz bardziej niewygodny wzorzec wokół funkcji Windowsa 11 związanych z prywatnością. Eksperci bezpieczeństwa od miesięcy ostrzegają też przy okazji Windows Recall, funkcji robiącej regularne zrzuty ekranu do lokalnego archiwum, że zabezpieczenia wokół tak wrażliwych danych wciąż nie nadążają za skalą tego, co system faktycznie zbiera. Jedno z porównań użytych przez badaczy bezpieczeństwa było brutalnie trafne: drzwi do sejfu mogą być tytanowe, ale ściana obok wciąż jest z płyty kartonowo-gipsowej.
CapabilityAccessManager i Recall to dwie różne funkcje, rozwiązujące różne problemy, ale obie łączy to samo podłoże: Microsoft buduje coraz więcej mechanizmów gromadzących dane o zachowaniu użytkownika w imię przejrzystości i bezpieczeństwa, a jednocześnie regularnie zawodzi w podstawowym utrzymaniu tych mechanizmów. Dla użytkownika końcowego różnica między błędem księgowym w logu uprawnień a dziurą w zabezpieczeniach archiwum zrzutów ekranu robi się coraz mniejsza, jeśli oba przypadki łączy ten sam brak kontroli jakości.





Komentarze
Dyskusja
Dołącz do rozmowy pod publikacją.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się, aby komentować i odpowiadać innym użytkownikom.
Zaloguj sięBrak komentarzy
Rozpocznij dyskusję jako pierwszy.