FBI aresztowało w tym tygodniu 21-letniego Zyaire'a Wilkinsa, studenta z Florydy, oskarżonego o stworzenie i dystrybucję pięciu gier z ukrytym malware na Steamie. Śledztwo federalne ustaliło, że gry infekowały komputery, kradły hasła i opróżniały portfele kryptowalutowe ofiar przez niemal dwa lata, zanim ktokolwiek to zauważył. Wilkins nie musiał być geniuszem, żeby to zrobić. Musiał tylko trafić w lukę, którą Steam ma od lat: platforma sprawdza grę pod kątem malware raz, przy pierwszym zgłoszeniu, i praktycznie nie rusza tego tematu przy kolejnych aktualizacjach.
Jak wyglądał ten proceder
Pięć gier, które Wilkins i jego wspólnicy wystawili na Steamie, wyglądały i działały jak normalne, ukończone produkcje: dawało się je zainstalować i grać. W tle instalowały jednak malware, które przechwytywało hasła i dane z przeglądarki, a następnie szukało na dysku plików portfeli kryptowalutowych. Gry promowano na Discordzie, LinkedInie i Telegramie, a według prokuratury sprawcy używali też botów do wyszukiwania osób z dużymi zasobami kryptowalut i wysyłania im spersonalizowanych wiadomości zachęcających do pobrania konkretnej gry.
To nie był przypadek pojedynczej udanej sztuczki. Proceder trwał od maja 2024 do lutego 2026 roku, czyli blisko dwa lata, w trakcie których pięć osobnych tytułów przeszło przez system Steama bez wykrycia.
Ofiara, która najbardziej boli
Wśród strat, które ujawniło śledztwo, jedna wyróżnia się szczególnie: BlockBlasters posłużył do wykradzenia 32 tysięcy dolarów zebranych przez streamera na cele charytatywne związane z leczeniem raka. To nie był anonimowy inwestor krypto, który stracił spekulacyjne oszczędności, tylko pieniądze wpłacone przez widzów z myślą o konkretnej, chorej osobie. Ten jeden przypadek pokazuje, że realny profil ofiar tego procederu jest odległy od stereotypu "gracza, który dał się nabrać".
Jak FBI go namierzyło
Metoda śledcza, która doprowadziła do aresztowania, była bardziej przyziemna niż wyrafinowana informatyka śledcza. Agenci prześledzili płatności kryptowalutowe użyte do zakupu kart podarunkowych, a następnie zażądali od Ubera danych dotyczących kont dostawczych powiązanych z tymi transakcjami. Dopasowanie konta kuriera do pseudonimu online "Sibel.eth", którym Wilkins posługiwał się w sieci, wystarczyło do zidentyfikowania go jako podejrzanego. FBI prowadziło śledztwo od marca 2026 roku, kiedy oficjalnie poprosiło ofiary o zgłaszanie się z dowodami, i wskazuje, że w sprawie mogą być zamieszani niezidentyfikowani jeszcze współsprawcy.
Dlaczego Steam przepuścił to na tak długo
Sedno problemu leży w tym, jak Valve podchodzi do weryfikacji gier pod kątem złośliwego oprogramowania. Skanowanie odbywa się przy pierwszym zgłoszeniu tytułu do sklepu, ale kolejne aktualizacje tej samej gry nie przechodzą już porównywalnie dokładnej kontroli. Dla kogoś, kto chce przemycić malware, to zostawia prostą furtkę: wypuścić najpierw czystą, działającą wersję gry, przejść weryfikację, a złośliwy kod dodać dopiero w późniejszej aktualizacji, kiedy uwaga moderatorów jest już mniejsza. Ten sam wzorzec dotyczył zresztą nie tylko gier Wilkinsa: w podobnym okresie z Steama usunięto też inne zainfekowane tytuły, jak Chemia czy Beyond the Dark, co sugeruje, że luka nie jest jednorazowym przeoczeniem, tylko strukturalną słabością systemu.





Komentarze
Dyskusja
Dołącz do rozmowy pod publikacją.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się, aby komentować i odpowiadać innym użytkownikom.
Zaloguj sięBrak komentarzy
Rozpocznij dyskusję jako pierwszy.