Apple otworzyło publiczną betę iOS 27 13 lipca, a wraz z nią pierwszą szeroko dostępną wersję nowej Siri. Od razu pojawiła się gotowa teza marketingowa: dwa lata opóźnień, w końcu spłacone. Rzeczywisty obraz jest inny: asystent, który Apple pokazuje jako dowód własnych kompetencji w AI, w środku odpowiedzi działa na modelu wynajętym od Google, za który Apple płaci reportowane miliard dolarów rocznie.
To nie jest drobny szczegół gdzieś w umowie licencyjnej. To właściwie cała historia tego wydania.
Apple zdecydowało, że lepiej wysłać świetnego asystenta zasilanego przez Google niż przeciętnego zasilanego przez siebie.
Co realnie zmieniło się w tej wersji
Nowa Siri dostała własną, samodzielną aplikację, czego wcześniej nie było. Można ją wywołać głosowo, przyciskiem bocznym telefonu albo przesunięciem palca od Dynamic Island w dół, a do tego działa teraz jako silnik wyszukiwania w Spotlight, więc odpowiada praktycznie na każde pytanie wpisane w systemowej wyszukiwarce, nie tylko te dotyczące samego telefonu.
Asystent prowadzi rozmowę z kontekstem: rozumie pytania uzupełniające, czyta zawartość ekranu i wykonuje akcje wielokrokowe wewnątrz aplikacji, zamiast tylko je otwierać i zatrzymywać się na progu. W praktycznych testach potrafił znaleźć konkretne zdjęcia w bibliotece, streścić długą wymianę wiadomości w grupowym czacie, dodać do kalendarza wydarzenie wspomniane w SMS-ie albo sprawdzić wartości odżywcze produktu widocznego w kadrze aparatu.
Dwa lata obietnic, zanim to w ogóle ruszyło
Apple pokazało "bardziej spersonalizowaną Siri" pierwszy raz na WWDC w czerwcu 2024 roku, z zapowiedzią premiery w 2025. Termin przesunął się na aktualizację iOS 18.4 w kwietniu 2025, a w marcu tego samego roku Apple oficjalnie odwołało i ten plan, przekładając funkcję na "nadchodzący rok" bez konkretnej daty. W grudniu 2025 firma przeprowadziła przetasowanie w dziale AI: John Giannandrea, wieloletni szef działu machine learning, odszedł na emeryturę, a prace nad Siri od dłuższego czasu leżały już w gestii zespołu Craiga Federighiego. Do zespołu dołączył wtedy też Amar Subramanya, wcześniej pracujący dla Microsoftu i Google, jako nowy wiceprezes ds. AI raportujący bezpośrednio do Federighiego.
Dopiero 12 stycznia 2026 roku Apple i Google ogłosiły wieloletnią umowę, w ramach której dedykowany model Gemini ma napędzać zarówno przebudowaną Siri, jak i kolejną generację Apple Intelligence. Sześć miesięcy później ta umowa trafiła do rąk zwykłych użytkowników w publicznej becie.
Silnik pod maską, ale nie na serwerach Google
Bloomberg i MacRumors wyceniają umowę na około miliard dolarów rocznie za dostęp do dedykowanego modelu Gemini, szacowanego na około 1,2 biliona parametrów. Ważny techniczny szczegół, który łatwo przeoczyć: Google nie udostępniło Apple wyłącznie dostępu do swojego API, tylko same wagi modelu, dzięki czemu Apple uruchamia go we własnej infrastrukturze, na Private Cloud Compute, zamiast wysyłać zapytania na serwery Google. To realna różnica względem prostego scenariusza "Siri dzwoni do Google po odpowiedź".
Apple wciąż rozwija własny framework Foundation Models, działający lokalnie na krzemie Apple Silicon, ale odpowiada on głównie za deweloperskie API i proste zadania na urządzeniu. Flagowe funkcje konsumenckie, którymi Apple chwali się na scenie, w decydujących momentach odpowiedzi opierają się na modelu, którego Apple nie zbudowało samo.
Analityk Ming-Chi Kuo ujął to ostro: skoro Apple płaci za ten sam silnik, którego używają rywale, Siri musi go przebić, a nie tylko dogonić po dwóch latach zwłoki. Mark Gurman z Bloomberga patrzy na to praktyczniej i nazywa to pragmatyczną kapitulacją: Apple uznało, że lepiej wysłać świetnego asystenta zasilanego przez Google niż przeciętnego zasilanego przez siebie. Obie oceny mają rację, tylko odpowiadają na różne pytania. Kuo pyta, czy to strategia, która broni pozycji Apple na dłuższą metę. Gurman pyta, czy to działa dla użytkownika w tym miesiącu.
Ten sam mechanizm, który sąd już raz uznał za nielegalny
Ta umowa ma jeszcze jeden wymiar, o którym Apple mówi mniej chętnie. Google od lat płaci Apple za to, by być domyślną wyszukiwarką w Safari, a federalny sąd w USA uznał w toczącej się sprawie antymonopolowej, że płatności rzędu 38 miliardów dolarów w latach 2021-2022 stanowiły nielegalne utrzymywanie monopolu wyszukiwania właśnie przez kupowanie domyślnej pozycji. Umowa dotycząca Gemini formalnie nie jest wyłączna, ale w praktyce stawia AI Google w najcenniejszym możliwym miejscu: w roli domyślnego mózgu asystenta na setkach milionów iPhone'ów. Prawnicy śledzący tę sprawę wprost porównują ją do precedensu wyszukiwarkowego, bo lekcja z tamtego wyroku była prosta: na rynkach cyfrowych domyślne ustawienie znaczy więcej niż formalna wyłączność.
Dlaczego Google w ogóle się na to zgodziło
Z perspektywy Apple ta umowa jest łatwa do wytłumaczenia: brakujący element układanki, kupiony gotowy zamiast budowany latami od zera. Trudniej wytłumaczyć, dlaczego Google zgodziło się uzbroić bezpośredniego konkurenta sprzętowego we własny, najlepszy model językowy, zamiast trzymać tę przewagę wyłącznie dla Pixeli i własnych usług.
Odpowiedź jest podobna do logiki za umową wyszukiwarkową sprzed lat: gwarantowany, ogromny strumień przychodu z licencji wart jest więcej niż wąska przewaga sprzętowa Pixela, który i tak sprzedaje się w ułamku skali iPhone'a. Google dostaje też coś, czego nie kupi żadną kampanią marketingową: Gemini staje się częścią codziennego doświadczenia setek milionów użytkowników iPhone'ów, którzy nigdy świadomie nie wybraliby produktu z logo Google. Dla Apple to wygodna zapchana dziura w ofercie. Dla Google to sposób na to, by jego model AI był wszędzie, nawet w urządzeniach, które oficjalnie z Google konkurują.
Czy nowa Siri w ogóle działa lepiej
Testy porównawcze wypadają dla Apple lepiej, niż większość spodziewała się po dwóch latach opóźnień. Jedno z porównań opisuje sytuację, w której Siri AI odpowiedziała na pytanie o godziny otwarcia konkretnej restauracji jednym zapytaniem, podczas gdy Gemini na Pixelu potrzebował na to około pięciu minut wymiany pytań i doprecyzowań. Po zidentyfikowaniu nazwy lokalu Siri sięgnęła bezpośrednio do aktualnych danych z sieci, zamiast opierać się na nieaktualnej wiedzy modelu.
Krytycy mają jednak swój argument i trudno go zbyć: część funkcji, którymi Apple się teraz chwali, takich jak czytanie zawartości ekranu czy wyciąganie adresu z wiadomości, to dokładnie te same funkcje, które firma obiecywała w 2024 roku. Google Pixel robi podobne rzeczy od ponad roku. Apple nie wyprzedziło konkurencji, tylko w końcu do niej dołączyło, płacąc jej bezpośrednio za przywilej.





Komentarze
Dyskusja
Dołącz do rozmowy pod publikacją.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się, aby komentować i odpowiadać innym użytkownikom.
Zaloguj sięBrak komentarzy
Rozpocznij dyskusję jako pierwszy.